Szczera opinia o formach do tarty po kilku latach pieczenia

Pierwszą formę do tarty kupiłam przy okazji przepisu, który wymagał dokładnie tej konkretnej – okrągłej, z wyjmowanym dnem, 24 centymetry. Była najtańsza w sklepie i przez rok myślałam, że problem z tartami leży w moich umiejętnościach. Dopiero kiedy zmieniłam formę na tę ze stali bez powłoki, zrozumiałam, że część problemów była po prostu materialna. Przez kilka lat przetestowałam różne opcje i mam na ten temat zdanie – nie zawsze takie, jakiego się spodziewałam.

Tania forma z powłoką – co z nią naprawdę jest nie tak?

Moja pierwsza forma miała powłokę nieprzywierającą i była cienka jak blaszka od malucha. Nagrzewała się szybko i stygnęła szybko, co brzmi jak zaleta, ale przy tarcie owocowej z budyniem oznaczało, że spód piekł się nierówno – przy krawędzi mocniej, w środku bladziej. Wyglądało to jak tarta z centrum i pierścieniem dookoła o zupełnie innym kolorze.

Problemem była też powłoka. Po kilku miesiącach użytkowania zaczęła się łuszczyć przy krawędziach żłobionych rantu. Nie używałam metalowych narzędzi, myłam ręcznie – i tak powłoka zaczęła się odchodzić. Tanie formy z powłoką nieprzywierającą mają z reguły cienką warstwę, która przy regularnym użytkowaniu nie przeżywa więcej niż jednego sezonu intensywnego pieczenia. To nie jest opinia producenta, to moje osobiste obserwacje po kilku latach.

Zmiana na stal bez powłoki – co się zmieniło, a co nie?

Kupiłam formę ze stali nierdzewnej bez żadnej powłoki. Tańszą niż myślałam. I tu zaczęło się dziać coś interesującego: spód tarty nagle wychodził równomiernie brązowy, bez tej pierścieniowej nierówności. Stal lepiej przewodzi ciepło i rozkłada je równomierniej niż cienka blacha z powłoką.

Co się nie zmieniło? Ciasto nadal przyklejało się przy pierwszych kilku użyciach, bo forma wymagała „sezonowania” – czyli wtłuszczenia i wstępnego podpieczenia bez nadzienia. Tego nikt mi nie powiedział przy zakupie. Spędziłam dobry kwadrans szorując spód pierwszej tarty, zanim zrozumiałam, że forma po prostu potrzebuje czasu, żeby zbudować naturalną warstwę ochronną.

Po trzecim użyciu forma pracuje świetnie. Ciasto wychodzi bez problemów, spód jest chrupiący, a samą formę można myć dosłownie szczotką pod bieżącą wodą bez żadnej ostrożności. Zero strachu przed zarysowaniem.

Co naprawdę ma znaczenie przy formie do tarty?

Po kilku latach i kilku różnych formach mam swoje priorytety. Oto co moim zdaniem rzeczywiście robi różnicę, a co jest mniej istotne niż się wydaje:

  • grubość blachy – cienka blacha piecze nierówno, grubsza jest lepsza;
  • wyjmowane dno – naprawdę niezbędne, jeśli chcesz tarty wyjmować z formy przed podaniem;
  • żłobiony rant – pomaga kruchemu cieście utrzymać kształt podczas pieczenia na ślepo;
  • materiał – stal bez powłoki jest trwalsza niż tania blacha z powłoką.

Co moim zdaniem ma mniejsze znaczenie, niż sugerują opisy produktów? Marka. Płaciłam za markową formę i za nieznaną formę z podobnych materiałów – różnica w efekcie była minimalna. Droga forma nie naprawia błędów w przepisie ani nie zastąpi zimnego masła i zimnych rąk przy robieniu kruchego ciasta.

Moje zastrzeżenia do form ceramicznych

Ceramiczne naczynie do tarty jest piękne. Serio – przy stole wygląda dobrze, neutralny kolor pasuje do zastawy, tarta serwowana bezpośrednio w naczyniu robi wrażenie. Kupiłam jedno i używam go głównie przy quiche lorraine, który podaję w formie.

Ale mam z nim problem, który trudno zignorować przy regularnym pieczeniu: ceramika nagrzewa się powoli i spód tarty wychodzi w niej miększy niż w metalowej formie. Przy quiche to nie jest kwestia, bo nadzienie jajeczno-śmietanowe jest ciężkie i tarta i tak wygląda rustykalnie. Przy tartce owocowej ze strawberries albo przy tart au citron, gdzie chrupiący spód jest częścią doświadczenia – ceramika mnie rozczarowuje. Może mój piekarnik, może moja technika, ale po czterech próbach zrezygnowałam z ceramiki przy lżejszych tartach owocowych.

Co zrobiłabym inaczej na początku?

Kupiłabym od razu grubszą metalową formę na tartę bez powłoki – taką, która nie wymaga żadnej ostrożności przy myciu i nie zepsuje się po roku. Kosztuje tyle samo co tania forma z powłoką albo niewiele więcej, a trwa bez porównania dłużej. Tania powłoka to wydatek, który powtarza się co sezon.

Kupiłabym też rozmiar 22 cm zamiast 24 cm, bo większość przepisów na tarty dla 4-6 osób pasuje do 22 cm, przy czym ciasto w mniejszej formie jest grubsze i bardziej kruche. W 24 cm ciasto wychodzi cieńsze i łatwiej je przesuszyć. To drobiazg, ale przez rok piekłam w złym rozmiarze i dopiero zmiana formy pokazała mi, że problem leżał nie w mojej technice, ale w proporcjach.

Moja aktualna forma do tarty ma już kilka lat i jeśli dalej będę się z nią obchodzić tak jak teraz, przeżyje jeszcze drugie tyle. Żadnej magii w tym nie ma – tylko odpowiedni materiał i trochę cierpliwości przy pierwszych użyciach.

Comments are closed.